Szukaj:Słowo(a): PKS Kowary

| Btw - po ostatnim weekendzie jestem zgorszony niskimi cenami PKSów i
busów,
| w stosunku do PKP. Za ok. 80 km trasę, dość wygodnym autobusem PKS
| zapłaciłem 8 zł, a wracając z Tymbarka do Krakowa (ok. 60 km) - 7 zł.
| Aha, z Tymbarka do Krakowa bus jedzie 1h20 - ile mld zł potrzebowałaby
| kolej, żeby ten czas zmniejszyć chociaż o połowę?

W okolicach Krakowa PKS-y i busy są _wyjątkowo_ tanie. To nie jest zjawisko
ogólnokrajowe. Na Dolnym Śląsku 7 zł płaciłem za przejazd autobusem z Kowar
do Jeleniej Góry (jakieś 20 km).



A na Jelenia Góra-Karpacz to bilet kosztuje pod 10 zł.


229 + 234 Kartuzy - Stara Piła - Kokoszki



Jezdzi zdawczy z Koscierzyny do Kokoszek

231 (Inowrocław) Inowrocław Mątwy - Kruszwica



Zdawczy z Inowroclawia do Kruszwicy

240 (Świecie n.W.)Konopat - Terespol Pomorski



Konopat to byly PODG (obecnie rozjazd zamykany na klucz), gdzie od linii
do Swiecia odgalezia sie bocznica do zakladow celulozowo-papierniczych
Mondi. Do Mondi jezdzi kilka par dziennie. Do Swiecia na pk jezdzi(la?)
Arriva, a tak to chyba okazjonalnie cos do elewatora.

243 Jabłowo - Starogard Gdański



Są relacje w trasach katalogowych.

256 Szymankowo - Nowy Dwór Gdański



Jest relacja w trasach katalogowych.

308 Ogorzelec - Mysłakowice(Jelenia Góra)



Przez Kowary bardzo dawno nic nie jechalo - kilka lat co najmniej. Odcinek
Mysłakowice-Ogorzelec nie utrzymywany. Za Myslakowicami do Jeleniej nie
wiem jak jest, ale też raczej 0 ruchu.

331 Jawor - Borów



Z Borowa z kamieniolomu zaczeli wozic po dlugiej przerwie.

410 Mirosławiec - Kalisz Pom. Miasto



Brak jakiegokolwiek ruchu, brak nadzoru przez PLK, wiec te predkosci to
czysta teoria.

---
Maciej

Semafor wjazdowy do JG od strony Kowar szyderczo
pokazuje S-1. Nawierzchnia nietknieta, przejezdnosc pelna - im glebiej w
szlak - rowniez. Myslakowice osloniete polamanym semaforem, na stacji
mobilna garkuchnia, zawiadywana przez sztajmesa z chochla:
Poza tym penerstwo jarajace zielsko, ktore cos od nas chcialo, ale nie
dostalo - wrazliwym odradzam zwiedzanie zaplecza stacji - i to nie tylko ze
wzgledu na syf w postaci zawiesiny smieci w deszczowce w przejsciu
podziemnym.



I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno, bo chyba w 1999 roku, byłem na
zimowych ''wczasach'' w Mysłakowicach. Jako, że moi rodzice pracowali na
kolei to po ''znajomościach'' załatwili taki pokój z kuchnią i łazienką w
budynku dworca, na parterze, wejście było od strony przystanku PKS przy
ulicy. Co by nie mówić - widoku SP42 z 2 bonanzami na haku, wieczorową porą,
na tle zimowego krajobrazu, działających semaforów kształtowych i obłoczków
pary ulatującej ze sprzęgów ogrzewania się nie zapomina. Szkoda, że wtedy
nie miałem aparatu czy kamery. Bo to se ne vrati...... :-(



Wraz ze swoja dziewczyna obchodzimy roznice "bycia" ze soba - wiadomo o co
chodzi...
w ten weekend chcemy sobie gdzies wybyc z dala od rodzicow i takie tam!
Moglibyscie polecic jakies fajne miejsce w gorach niedaleko Wroclawia na
weekend z noclegiem - niedrogi (studencka kieszen).



polecam 'szczesliwa siodemke' w Jarkowicach - niedaleko od przeleczy Okraj,
fajna atmosfera, urocze miejsce, mili wlasciciele, knajpa w tym samym
budynku, wiecej szczegolow na privie jesli chcesz. raczej nie ma dwojek, ale
tez jesli oblozenie nie jest duze to daje wiekszy pokoj a kasuje normalnie,
a jesli jest duze to i tak Was pewnie nie zainteresuje ;) kontakt do Remka
(wlasciciela) to 607357123 - kiedys bywalem tam czesto, niestety brak
czasu... niedaleko sztolnie w Kowarach, klasztor w Krzeszowie, Kamienna Gora
z uroczym ryneczkiem (i chyba tylko to w Kamiennej), wspomniana juz
wczesniej przelecz Okraj z przejsciem granicznym i zarelkiem po czeskiej
stronie. dojazd: do Kamiennej PKS, potem PKS do Jarkowic. Lub PKP do
Walbrzycha, potem do Kamiennej lub Lubawki, dalej PKS - ale to jest bardziej
uciazliwe.
naprawde magiczne miejsce to gospodarstwo agroturystyczne w Bukówce kolo
Lubawki - ale tam ciut drozej - w necie znajdziesz namiary.
lub do Czech (np Teplice nad Metuji ze Skalnym Mestem lub Jesenik)

Cos w stylu kolorowych jeziorek w Czarnowie.



Gwoli scislosci: Kolorowe Jeziorka sa w Wiesciszowicach - a wlasciwie nad
nimi - z Czarnowa to wprawdzie niedaleko, ale jednak...


Do Golińska masz nie dwa, a sześć kursów dziennie z Wałbrzycha



z czego dni poza szkolne jezdza 2.
http://www.pks.walbrzych.pl/odjazdy.HTM - to jest nie aktualne.
a 6658135 (informacja) nikt nie odbiera. Przyjemnej podrozy.

| No i troche busiarzy.

Nie trochę, a 16 kursów w dni robocze



di mieroszowa, co nie zmienia faktu ze i tak jak chcesz to ciee podwiezie
pod granice.

| PKP nie jezdzi do Karpacza od ~pietnastu lat :)

Nie od 15, a czterech, dokładnie od 3 kwietnia 2000 r.



mozliwe - popieprzylo mi sie z kowarami.

Nie tylko w godzinach rannych - poszukaj dobrze. A 5-6zł za kurs do Karpacza
to zdzierstwo? Czy bilet PKP będzie tańszy? Śmiem wątpić...



Tak mało to żaden busiarz przy mnie nie wołał.
Poza tym: ja nie uznaję azjatyckiego kiblowania na przystanku na zasadzie "bo
może zaraz (=za godzinę)coś przyjedzie"
- jak jeżdżą to mają obowiązek rozkład wywiesić, a nie pasożytować na
pozostałych przewoźnikach!

No tak, ale z centrum na dworzec też musisz dojechać/dojść - i jakoś tego
czasu nie liczysz



Jak wracam z Karpacza "w kraj", to mi się czas liczy minusowo - kiedyś miało
się przesiadki na dworcu PKP, teraz PKS zafundował mi wieczorami przesiadkę w
autobus miejski na dworzec....

Nieprzerwany sznurek? Moment, czegoś tu nie rozumiem - albo jesteś diabłem na
drodze i wszyscy są dla Ciebie zawalidrogami (nie podejrzewam nikogo jadącego
w kierunku Kowar/Karpacza o jazdę 50km/h),



a wszyscy tak się ślimaczyli...

albo wszyscy jechali za traktorem



nie zauważyłem...

Adam

Wiesz Serfinie, znacznie trudniej byłoby dostać się np do Borowic gdzie ostatni autobus odjeżdża o godzinie 16 z Jeleniej Góry i wtedy faktycznie mogłoby to wyglądać conajmniej dziwnie gdyby tyle osób jednocześnie chciało tam jechać.
Autobusów do Karpacza jest znacznie więcej niż do Borowic co również jest na plus dla wyboru takiej lokalizacji.
W linku załączam rozkład jazdy autobusów i dodam że w ośrodku doba hotelowa zaczyna się bodajże od godz.13 tak więc można przyjechać szybciej i połazić po mieście lub "wprawić" się w dobry nastrój przed kolacją wedle uznania.
Z rozmów ze studentkami wiem że część z nich chce przyjechać szybciej aby na spokojnie się przebrać i zrobić/poprawić makijaż itd.
My jako organizatorzy również będziemy tam wcześniej więc nie widzę kłopotu z dojazdem. Osoby z Kowar/Jeleniej byc może będą przywozić znajomi/rodzice itd.
Oto link do strony PKS (proszę sprawdzić oznaczenia przy poszczególnych godzinach autobusów gdyż nie wszystkie kursują w weekendy):
http://www.pks.jgora.pl/i...djazdy&s=search
W Jeleniej Górze kursują dwie linie bezpłatne:
C1 Carrefour (C.H. Echo)- Morcinka
TES Tesco- Os. Orle

Oprócz tego pod hipermarket TESCO zajeżdż kilka linii zwykłych:
2,11,12,20,27,N

Do Carrefoura można dojecha także liniami nr.6,12,17,26,27. Trzeba dojśc kawałek od przystanku "Sygietyńskiego/ZUS"

Na liniach bezpłtnych kursowały specjalnie przygotowane autobusy (C1-Jelcz 120M #701, TES- Jelcz 120MM/1 #736). Obecnie jeżdżą różne wozy (12 metrowe).

Kiedyś na linii H (obecnie C1) jeżdźił MAN SD202 #805 (na tablicach rej. z Torunia)
Oprócz tego były też linie prowadzone przez PKS J.G. z Kowar i Sobieszowa do Hypernowy (dzisiaj Carrefour).
W Jeleniej Górze i okolicach jedynym monopolistą był PKS Tour J.G.
Przewoźnik nie był zbyt tani,ale posiadał dobry tabor.

Obecnie pojawiło się kilka firm z busami. Największa to KRY-CHA BUS. Na początku działalności firmy doszło nawet do walki z PKS-em. Obie firmy dogadały się między sobą za pośrednictwem władz miasta.

Dzięki większej konkurencji na trasie do Wrocławia PKS obniżył na niektórych kursach ceny biletów nawet do 8zł dla wszystkich pasażerów. W busach cena to 10zł.

Firma KRYCH BUS obsługuje linie z których PKS zrezygnował z powodu nieopłacalności lub tam gdzie nic nigdy nie jeździło ( np.do Gruszkowa, Chromca, Dąbrowicy, Rybnicy) oraz do Wrocławia i w czasie wakacji nad morze (Kamień Pomorski i okolice)

Inne firmy kursują do Lubania, Zgorzelca i psują krew PKS-om z tamtych miast. Plagą są też nielegalni przewoźnicy podjazdowi tzw.Taksówki które kradną pasażerów z D.K. J.G do Kowar, Karpacza i Szklarskiej Poręby.

Ogólnie to busiarze w perspektywie zdrowej konkurencji niech sobie jeżdżą, ale za dużo busiarzów w mieście to złe rozwiązanie. Dochodzi do chaosu w kursowaniu autobusów, podpalania pojazdów i do upadku państwowych przewoźników.
Z drugiej strony przełamywany jest monopol jednego przewoźnika i ceny za przejazd spadają ale ja tam wolę PKS-y.
Ja wiem że pociagiem się fajnie jeździ, bo można sie powychylać przez okno czy wcisnąć się do komórki (na narzędzia chyba ona była) ale naprawdę nie polecałabym Wam tej opcji na trasę do Jeleniej. Wyjdzie 2 razy dłużej i drożej. PKS-em jedzie się max. 2 godziny a Krychą (to taki prywatny przewoźnik) nawet i 1,5 czasami i to o 15 groszy taniej niż w PKS-ie bo tylko za 10 zł. A zaoszczędzony czas można przeznaczyć na ciekawsze zajęcia niz wychylanie sie przez okno pociagu np. na zwiedzanie położonego niedaleko najpiękniejszego miasteczka Polski to jest Kowar

Ale to tylko moje zdanie.
Witam,
Zaktualizowałem trase. Napotkałem kilka problemów i prosze Was o pomoc w ich rozwiązaniu.

DZIEŃ4
Z tego co się orientowałem to z Kowar autobus do Wałbrzycha odchodzi o 11:50, następny wieczorem. Dlatego chyba skierujemy się do Kamiennej Góry, stamtąd jest dużo więcej autobusów do Wałbrzycha. Na linii Wałrzych-Sokołowsko nie ma żadnego autobusu. Jak się tam dostać?

DZIEŃ6
Tak jak sie spodziewałem, w schronisku w Srebrnej Górze nie ma miejsca. Gdzie można w tamtych rejonach dostać w miare tani nocleg?
A może należy zmienić trase? Nie znalazłem sposobu by się dostać ze Srebrnej Góry szybko i sprawnie do Wambierzyc...

DZIEŃ7
Mam wątpliwości co do noclegu w schronisku OSIR, ewentualnie, można dwa noclegi w schronisku "U Muflona" spędzić.

DZIEŃ9
Jak się można z Przełęczy Srebrnej do Międzygórza dostać? Nie znalazłem informacji na temat PKS.
rekonesans zrobiony; niejako przy okazji pragnę wspomnieć, że wlkp powinien zyskać miano cyborga, ponieważ po przejściu maratonu (szedł z plecakiem +- 10 kg) pożegnał nas w Boguszowie Gorcach, pobiegł na autobus i następnego dnia odezwał się z Łysociny, skąd miał zamiar zejść do Kowar...

Z tego, co mi wiadomo, to nie schodził do Kowar, tylko zbiegł... Wink


No ta informacja jest już grubo przesadzona. Fakt że już w pobliżu samych Kowar podbiegałem trochę aby zdążyć na PKS, ale i tak spóźniłem się 5 minut. Na całe szczęście PKS spóźnił się 6 minut

Jeśli chodzi o samą trasę maratonu, to jest dosyć malownicza i co ważniejsze udało nam się ją przejść w limicie czasu, pomimo że miejscami musieliśmy szukać znaków
A tutaj trochę fotek z trasy
http://picasaweb.google.pl/kacstan/BoguszWGorce
w najbliższy weekend planuje po raz kolejny przejść w ciągu jednego dnia z jakuszyc do kowar idąc cały czas głównym grzbietem.

Na razie podjąłem dwie próby z czego pierwszą zakończyłem na Sowiej przełęczy a drugą na domu śląskiego

próbował ktoś z Was coś takiego zrobić, jakie były ewentualnie efekty, może ktoś pamięta czas w jakim mu sie udało przejść, w którym miesiącu szedł, jaki sprzęt używał

co do mnie pierwsza próba była w zeszłym roku i było to jakoś koniec marca, początek kwietnia czyli dzień dość długi śnieg już twardy, pogodę miałem bardzo dobrą, do jakuszyc pojechałem autobusem który wyjeżdża o 7 z jeleniej, około 17-18 byłem na sowiej przełęczy i z racji tego że ostatni autobus z kowar górnych miałem jakoś zaraz po 17 a schodzić do centrum kowar to było by już za dużo to zrezygnowałem

moja ostatnia próba była miała miejsce w połowie lutego, do jakuszyc pojechałem tym samym autobusem, śniegu było bardzo dużo( gdzieś tak pół metra świeżego puchu) szlak zielony był całkowicie zasypany więc mimo to że szedłem na rakietach zamiast przejśćć to w 1,5 h szedłem ponad 3, od hali szrenickiej cały czas towarzyszyła mi mgła i dość silny wiatr, około 18 doszedłem do domu śląskiego. zrobiło się już całkiem ciemno, przy samym schronisku była niezła zadyma więc znowu musiałem zawrócić

na ten weekend wprowadzam dwie zasadnicze zmiany: do jakuszyc odwożą mnie autem około 6 rano i umawiam się że ktoś po mnie do kowar przyjedzie jak tam dojdę, bo licząc na sam pks to zimą jest ciężko się zmieścić
Z Lubania Śląskiego do Kowar dostałem się autobusem PKS. Podróż trwała około dwóch godzin. Był środek marca. W Lubaniu zaczynała się już wiosna, czuć było odwilż i zbliżający się koniec zimowej pory, natomiast u podnóża Karkonoszy w Kowarach panowała jeszcze zima na całego. Miasteczko było otulone śniegiem, czuło się mroźne powietrze.
Ubrany już we wiosenną kurteczkę i półbuty poczułem, że chyba się trochę pośpieszyłem. Do strażnicy na Przełęczy Okraj z Kowar było kilkanaście kilometrów. W okresie zimowym można się tam było dostać tylko samochodem lub pieszo, bo autobusy nie kursowały.
Wyruszyłem więc żółtym szlakiem z Kowar Górnych do strażnicy położonej 1046 m n.p.m. Początkowo droga nie sprawiała większych trudności, śnieg był udeptany i widać było dobrze oznaczony szlak. Z czasem szło się coraz gorzej, bo zapadałem się w zaspach zalegającego śniegu. Widać było, że szlak jest nie przetarty. W zimie, ze względu na ciężkie warunki pogodowe panujące w górach było znacznie mniej turystów.
Poza tym zaczynała się mgła - było coraz bardziej szaro i zimno. Obliczyłem, że do strażnicy zostało mi jeszcze kilka kilometrów. Zaczynałem tracić orientację, bo szlak się urywał. Po jakimś czasie poczułem, że zabłądziłem. Zapadałem się w zaspy do pasa i z dużym trudem brodziłem na kolanach po śniegu, aby się jeszcze głębiej nie zapadać. Było mi zimno, byłem głodny i zmęczony. Na szczęście ze sobą miałem paczkę sucharów wojskowych i gorzką czekoladę, więc się trochę posiliłem.
Obleciał mnie strach, kiedy zacząłem tracić siły. Pomyślałem sobie, że przyjdzie mi zamarznąć w drodze na strażnicę. Zaczynało się ściemniać i mocno wiało. Wokół mnie były tylko białe, ośnieżone stoki gór i pojedyncze świerki, żadnych domostw i przerażająca cisza. Tylko od czasu, do czasu pojawiały się na śniegu ślady zwierząt i zajęcze bobki. Wołałem o pomoc, ale nikt mnie nie słyszał. Pierwszy raz w życiu pomyślałem, że umrę. Powoli zaczęła ogarniać mnie panika i bardzo się bałem, że nie dojdę.
Nagle w oddali spostrzegłem niewyraźne kontury budynków. Wstąpiły we mnie nowe siły i zacząłem podążać w tę stronę. Z czasem odnalazłem zagubiony szlak i poczułem drugi oddech. Do strażnicy nie było już daleko, kształty trzech budynków zarysowywały się coraz wyraźniej. Niedaleko strażnicy zobaczyłem okutaną w zielony kombinezon postać wartownika z karabinem na plecach. Byłem w domu!
Z tego co pamiętam, to w Kowarach mamy być na godzinę 12:00, choć na 100% nie jestem pewna . Jutro jest PKS do Kowar o 6:45..
PKP
Też tylko to wymyśliłam.Generalnie to mam zamiar przejść ze Szklarskiej do Przeł.Okraj i do Kowar i na PKS o 2050,ale mam cykora,że nie wyrobię się z trasą w jakieś 13h.Wolałabym mieć godzinę zapasu a nie isc ze strachem,że bus mi sprzed nosa ucieknie.
w najbliższy weekend planuje po raz kolejny przejść w ciągu jednego dnia z jakuszyc do kowar idąc cały czas głównym grzbietem.

Na razie podjąłem dwie próby z czego pierwszą zakończyłem na Sowiej przełęczy a drugą na domu śląskiego

próbował ktoś z Was coś takiego zrobić, jakie były ewentualnie efekty, może ktoś pamięta czas w jakim mu sie udało przejść, w którym miesiącu szedł, jaki sprzęt używał

co do mnie pierwsza próba była w zeszłym roku i było to jakoś koniec marca, początek kwietnia czyli dzień dość długi śnieg już twardy, pogodę miałem bardzo dobrą, do jakuszyc pojechałem autobusem który wyjeżdża o 7 z jeleniej, około 17-18 byłem na sowiej przełęczy i z racji tego że ostatni autobus z kowar górnych miałem jakoś zaraz po 17 a schodzić do centrum kowar to było by już za dużo to zrezygnowałem

moja ostatnia próba była miała miejsce w połowie lutego, do jakuszyc pojechałem tym samym autobusem, śniegu było bardzo dużo( gdzieś tak pół metra świeżego puchu) szlak zielony był całkowicie zasypany więc mimo to że szedłem na rakietach zamiast przejśćć to w 1,5 h szedłem ponad 3, od hali szrenickiej cały czas towarzyszyła mi mgła i dość silny wiatr, około 18 doszedłem do domu śląskiego. zrobiło się już całkiem ciemno, przy samym schronisku była niezła zadyma więc znowu musiałem zawrócić

na ten weekend wprowadzam dwie zasadnicze zmiany: do jakuszyc odwożą mnie autem około 6 rano i umawiam się że ktoś po mnie do kowar przyjedzie jak tam dojdę, bo licząc na sam pks to zimą jest ciężko się zmieścić

Kiedy zamierzasz iść,sobota czy niedziela?Na sobotę zapowiadają lepszą pogodę,być może i ja przelecę kawałek trasy.
PK 4 Przełęcz Kowarska
11:48 18
11:49 14
11:53 1
11:58 27
11:58 22
11:59 33
11:59 3
12:05 16
12:07 12
12:08 2
12:25 9
12:55 26
13:15 10
13:22 3
14:55 4
14:57 7
15:00 13

PK 5 Kowary ul. Jeleniogórska
11:29 5
11:29 27
11:29 33
11:39 12
11:54 9
12:00 14
12:01 18
12:08 1
12:09 22
12:23 2
12:27 16
12:29 26
12:47 10
12:48 3
14:08 13
14:08 4
14:08 7

PK 6 Mysłakowice Bukowiec
11:34 12
12:09 18
12:09 14
12:19 22
12:19 1
12:25 26
12:26 33
12:26 25
12:26 27
12:36 2
12:37 16
12:41 3
12:41 10
12:51 9
13:56 4
13:56 13
13:56 7

PK 7 Mysłakowice szkoła
12:16 26
12:19 18
12:20 14
12:30 3
12:31 10
12:32 22
12:33 12
12:33 1
12:52 33
12:52 27
12:52 5
12:53 2
12:57 16
13:06 9
13:21 13
13:23 4
13:24 7

PK 8 Mysłakowice Czarne
12:08 26
12:21 3
12:23 10
12:24 14
12:24 18
12:36 22
12:36 12
12:37 1
12:58 2
12:59 33
12:59 5
12:59 27
13:02 16
13:10 9
13:28 4
13:28 13
13:28 7

PK 9 Wojcieszyce Cieplice
11:32 26
11:44 3
11:58 10
12:10 7
12:10 4
12:15 13
13:04 8
13:15 18
13:15 14
13:18 22
13:27 12
13:33 1
13:54 16
13:56 27
13:59 9
14:04 33
14:04 5
14:10 2

PK 10 Wojcieszyce cmentarz
11:33 26
11:49 3
11:49 10
11:58 4
11:58 7
12:04 13
13:19 22
13:22 18
13:22 14
13:25 8
13:29 12
13:36 1
13:45 16
14:03 27
14:03 2
14:03 9
14:07 5
14:07 33

Tak mało to żaden busiarz przy mnie nie wołał.



To po ile, jeśli można wiedzieć?

Poza tym: ja nie uznaję azjatyckiego kiblowania na przystanku na
zasadzie "bo
może zaraz (=za godzinę)coś przyjedzie"
- jak jeżdżą to mają obowiązek rozkład wywiesić, a nie pasożytować na
pozostałych przewoźnikach!



Sprawa jest banalna i można ją ukrócić bardzo szybko - Spisz nr.
rejestracyjny takiego jegomościa co jeździ na lewo i zadzwoń do Urzędu
Skarbowego w Jeleniej Górze - panie na pewno się ucieszą (075 64-73-500).
Wcześniej podobnie pasożytowali taksówkarze, którzy na łebka zabierali ludzi
z przystanków PKS - wysiadasz na miejscu i prosisz o paragon - nie ma
paragonu/biletu - nie ma zapłaty - wniosek: kierowca bierze pieniążki na
lewo. Policja, po którą zadzwonisz, jeśli będzie się stawiał, tylko Cię
poprze (sprawdzone osobiście).

| No tak, ale z centrum na dworzec też musisz dojechać/dojść - i jakoś tego
| czasu nie liczysz

Jak wracam z Karpacza "w kraj", to mi się czas liczy minusowo - kiedyś
miało
się przesiadki na dworcu PKP, teraz PKS zafundował mi wieczorami przesiadkę
w
autobus miejski na dworzec....



To nie Możesz pojechać autobusem PKS na dworzec PKP? Albo jeśli wiesz, że
jedzie bus prosto na PKS, wysiąść na przystanku na ul.Sudeckiej? I przejść
się:
a) na piechotkę - ok 10 minut
b) te 300-400m na czerwony bus jadący na PKP koło teatru (kilka linii, które
jadą 5-6 minut te 2-3(na żądanie) przystanki
c) 250-300m na parking Taxi na ul.Ptasiej
Zyskujesz przynajmniej 20 minut, jeśli naprawdę Ci się śpieszy...

Poza tym o co Ci chodzi z tymi przesiadkami? Narzekasz, a z tego co pamiętam,
to nigdy nie było pociągu dalekobieżnego do Karpacza, więc nigdy nie było
lepiej (no, chyba że jeździłeś przed 1945 rokiem, za niemca)

Twoja teoria jest mocno naciągana, zwłaszcza, że przed przyjazdem wszystkich
pociągów dalekobieżnych zawsze przed dworcem PKP jest brygada (zaryzykuję to
stwierdzenie: stałych bywalców) BUSowców (granatowy duży Mercedes bus,
błękitny mniejszy itp.) Nigdzie w PL nie ma tak, że przyjdziesz na przystanek
i już wsiadasz i jedziesz - zawsze to pasażer musi w mniejszym lub większym
stopniu się dostosować do jakiegoś rozkładu jazdy, czy to PKS, PKP, czy też
BUSiarzy.

| Nieprzerwany sznurek? Moment, czegoś tu nie rozumiem - albo jesteś diabłem
na
| drodze i wszyscy są dla Ciebie zawalidrogami (nie podejrzewam nikogo
jadącego
| w kierunku Kowar/Karpacza o jazdę 50km/h),

a wszyscy tak się ślimaczyli...

| albo wszyscy jechali za traktorem

nie zauważyłem...

Adam



Właśnie wszyscy w u mnie w dziale w pracy się dziwią, bo nikt jakoś nie
wyobraża sobie jazdy do Karpacza w takim tempie... chyba że w zimie, gdy
zawiodą drogowcy... ale w zimie to nawet pociąg do Karpacza też jechał
dłużej...

http://jelonka.com/news,single,init,article,12826

[Jelenia Góra] Wojna przewoźników: PKS w odwrocie.

– Czekaliśmy na przystanku, kilkadziesiąt minut, ale autobus nie przyjechał – denerwują się pasażerowie. Jeleniogórski PKS zlikwidował dwa kursy, nikomu o tym nie mówiąc. – Wygryza nas konkurencja – tłumaczy przewoźnik i zapowiada, że to nie koniec odchudzania rozkładu jazdy. Kto będzie woził mieszkańców?
– Omal nie spóźniłam się do szkoły – denerwuje się Agata Biel z Piechowic. – Wyszłam jak zwykle po 8 rano na przystanek, ale nie doczekałam się autobusu. Po prostu – zniknął. Myślałam, że nie przyjechał, bo była jakaś awaria. To przecież czasem się zdarza. Dopiero potem zobaczyłam, że mój autobus został wymazany z rozkładu jazdy. Ale na przystanku nie było nawet kartki informującej o tym.
Do szkoły dojechała tylko dzięki temu, że przyjechał po nią jej chłopak.
Chodzi o kurs PKS–u, ze Szklarskiej Poręby do Jeleniej Góry, odjeżdżający z miasta pod Szrenicą ok. 8 rano. – To bardzo wygodne połączenie, idealnie pasowało mi do planu zajęć – mówi Marta, inna mieszkanka Piechowic.
Marta i Agata jeździły tym kursem często. – I zawsze w środku było sporo pasażerów Dlaczego go zlikwidowano, przecież nie woził powietrza?

– Po prostu przegrywamy walkę z konkurencją na tej linii – odpowiada Paweł Karmelita, kierownik działu dyspozycji PKS Jelenia Góra. Chodzi o to, że Szklarska Poręba umowę na przewóz młodzieży szkolnej podpisała z konkurencyjną firmą Roko Car Service (dawna Krycha–Bus). To kilkudziesięciu pewnych pasażerów. Od września jeżdżą oni z nowym przewoźnikiem, a PKS musi radzić sobie sam.

– Obniżyliśmy cenę biletu, jeździmy praktycznie po kosztach. Dla przykładu, na trasie z Piechowic do Jeleniej Góry bilet kosztował 4,4 złotych a teraz jest 3,5 zł. Wszystko po to, żeby przyciągnąć pasażerów, ale to nie pomogło – przyznaje Paweł Karmelita. – Rzeczywiście, ten kurs miał obłożenie, ale z Jeleniej Góry do Szklarskiej Poręby jeździł pusty, dlatego był na pograniczu rentowności.
Przewoźnik rozważa możliwość likwidacji kolejnych kursów na tej trasie. Być może z rozkładu zniknie jeszcze 10 pozycji. – Badamy rentowność kursów, decyzje podejmiemy, jak będą wyniki – mówi.

To nie jedyna przegrana PKS–u na lokalnych liniach. Niemal identyczny scenariusz powtórzył się kilka lat temu w przypadku linii do Chromca i Wojcieszyc. Przetarg na przewóz młodzieży szkolnej wygrał lokalny przewoźnik. PKS obniżył ceny biletów, ale i to nie pomogło.
Gigant przewozowy ograniczył także liczbę kursów na popularnej trasie do Kowar i Karpacza. W tym przypadku jednak przeszkodą stali się tzw. busiarze, którzy zabierają pasażerów sprzed nosa, podjeżdżając na przystanek kilka minut przed odjazdem kursowego pojazdu. Jest to nielegalne, gdyż busiarze powinni uzyskać zezwolenie na regularne kursy a następnie zatwierdzić rozkład jazdy. – Co z tego, że łamią prawo, skoro nikt nad nimi nie jest w stanie zapanować – rozkłada ręce Paweł Karmelita.

PKS stawia przede wszystkim na dochodowe kursy dalekobieżne. – Pozbywamy się starego polskiego taboru, zastępując go autami zachodniej produkcji. Mamy nowoczesny tabor. Nie jesteśmy w stanie go utrzymać z dochodów z lokalnych linii – mówi Paweł Karmelita. – Wymiana nawet drobnej części do kilkaset złotych. Busiarz za to samo zapłaci grosze, bo kupi części z odzysku. My sobie na to nie możemy pozwolić.
PKS uruchomił niedawno kurs do Przemyśla, myśli też o jeździe do Olsztyna. – Wszystko będzie zależało od potrzeb – mówi Paweł Karmelita.

Przewozowy gigant nie odpuszcza jedynie walki o studentów, dojeżdżających do Wrocławia. Wozi pasażerów taniej od największego konkurenta – Krychy Bus Wojciecha Chadżego. Krycha podniosła niedawno ceny do 18 złotych (bilet normalny). W PKS–ie na razie obowiązuje stara cena – 14,5 zł. Jak długo się utrzyma? Zobaczymy.

Dawna Krycha–Bus sp. z o.o. zmieniła nazwę na Roko Car Service. Firma ta obsługuje przewozy na trasach lokalnych do Chromca, Wojcieszyc, Barcinka, Janowic Wielkich, Gruszkowa i Szklarskiej Poręby.
Nazwa Krycha Bus jednak pozostanie na rynku przewoźników. Tyle, że będzie istnieć jako prywatna firma Wojciecha Chadżego, założyciela i jednego z trzech udziałowców Krychy Bus sp. z o.o.

– Zapewniam, że nie ma między nami żadnego konfliktu, odejście mnie i mojej firmy ze spółki było zwykłą rynkową transakcją – mówi Wojciech Chadży. – Krycha Bus będzie prowadziła regularne kursy praktycznie tylko do Wrocławia. Kupiliśmy kilka większych autobusów, które będą jeździć w czasie o największym obłożeniu. Dlatego też poprawi się komfort jazdy.
Krycha Bus obsługuje też lokalną linię w Gryfowie.

Kielczanie mają pomysły na swoje miasto

Joanna Gergont, 09-02-2007

Kilkanaście propozycji do Lokalnego Programu Rewitalizacji Obszarów Miejskich zgłosili już kielczanie. Jak ocenia Artur Hajdorowicz, pełnomocnik prezydenta, są one bardzo interesujące.

Jak ocenia Artur Hajdorowicz, pełnomocnik prezydenta ds. rewitalizacji, wszystkie są bardzo interesujące. - Dobrze uzasadnione i osadzone w lokalnych realiach - mówi. - Dowodzą zrozumienia przez kielczan istoty rewitalizacji i będą bardzo poważnie brane pod uwagę przy aktualizacji programu - dodaje.

Do wczoraj wpłynęło 13 wniosków. Większość to propozycje mieszkańców, choć są też zgłoszenia od stowarzyszeń i organizacji. Stowarzyszenie Wspólnot Mieszkaniowych "Osiedle Legionów", jedno z najstarszych w Kielcach, proponuje, by oprócz poprawy jego infrastruktury utworzyć klub integracyjny dla osób starszych.

Ale nie tylko starsi kielczanie myślą o swoim mieście. Jeden ze studentów zaproponował, by zorganizować konkurs na wizję zagospodarowania terenów w rejonie dworców PKP i PKS oraz terenów przykolejowych. Powstać miałaby tam nowa dzielnica, w której znalazłyby się biurowce, różne urzędy i instytucje. Dzięki temu zniknęłyby szpecące miasto slumsy. Inny ciekawy i dosyć obszerny wniosek przygotowało Uczniowskie Stowarzyszenie Sportowe "Renesans". - Proponujemy kilka inwestycji, które pozwoliłyby na organizowanie różnych zajęć, imprez, spotkań, a takie ożywiłyby poszczególne części miasta - mówi Michał Jamrozik, sekretarz stowarzyszenia. Jednym z pomysłów jest połączenie ścieżką rowerową rezerwatów geologicznych Wietrznia, Kadzielnia i Ślichowice. - Członkowie stowarzyszenia gotowi byliby organizować cykliczne wycieczki dla dzieci i młodzieży, na których opowiadaliby o walorach tych miejsc. Podobnie byłoby. gdyby w Kielcach powstało lodowisko. Gotowi bylibyśmy prowadzić zajęcia nauki jazdy na łyżwach - deklaruje Jamrozik.

Inną ciekawą propozycją stowarzyszenia jest poszerzenie strefy rewitalizacji Stadion Ogród o obszar krytej pływalni przy ul. Krakowskiej i budowa tam aquaparku. Proponują też, by na wzór okresu przedwojennego nad stawem w parku miejskim zbudować niewielki pawilon, w którym mogłaby się znaleźć kawiarnia.

Uaktywnili się także rzeźbiarze. Zgłosili potrzebę uatrakcyjnienia miejskich placów. Proponują, by ustawić na nich obiekty małej architektury i rzeźby, dzięki którym miejsca te będą żyły. Jedna z mieszkanek wnioskuje, by w dawnym kinie Skałka urządzić muzeum geologiczne, inna - by uwzględnić rozwój taniej bazy noclegowej na Baranówku i Pakoszu.

Artur Hajdorowicz podkreśla, że niezwykle interesujący jest pomysł jednego z mieszkańców, by w Kielcach urządzić Park Miniatur Zabytków Kielecczyzny w skali 1:25, podobny do tego, jaki jest w Kowarach na Dolnym Śląsku. Obiekt miałby walory turystyczne, ale także edukacyjne.

Wnioski można składać jeszcze do poniedziałku.
Tym razem było lepiej:

W krainie Władcy Pierścieni

Dla mnie to podróż sentymentalna. Dokładnie dwanaście lat temu przeszliśmy z plecakami całe Karkonosze - od Szrenicy aż na Okraj. Tym razem wprawdzie poszliśmy w drugą stronę, ale znów od schroniska do schroniska.

Samochód zostawiamy w Jeleniej Górze, w pobliżu przeuroczej starówki. Do Kowar docieramy PKS-em. Stamtąd zaś na szlak busikiem. Kierowca wygląda na szczęśliwego - za te parę kilometrów wziął od naszej piątki 20 zł.
Na szlaku zmieniamy sandały na ciężkie, górskie buty. Dla pewności swoje dodatkowo pokrywam impregnatem - zapowiadają całonocne ulewy. Deszcz zaczyna padać jeszcze wieczorem, akurat kiedy wkraczamy na Okraj.

Na Okraju bez zmian

W schronisku na Okraju personel tak samo nieuprzejmy, jak przed laty. I znów plujemy sobie w brody, że nie zdecydowaliśmy się na nocleg po czeskiej stronie. Na pocieszenie wybieramy się do hospody w wiosce Horni Mala Upa na kolację i piwo. Przez zieloną granicę, bo kolega ma zbyt zniszczony dowód, żeby ryzykować przejście legalne. W hospodzie miła niespodzianka - przyjmują złotówki. To dobrze, bo w Jeleniej nie zdążyliśmy kupić koron. Zadowoleni, czekamy grzecznie przy stoliku aż podadzą nam karty. Samemu ich brać absolutnie nie wolno - co kraj, to obyczaj. Do jedzenia bierzemy smażeny syr i bramborove krokety - absolutne arcydzieła kuchni naszych południowych przyjaciół. Do tego wyśmienite piwo ze sztywną pianką. Kurka, dlaczego w polskich schroniskach nie mają czeskiego browaru? Dlaczego w Polsce nie potrafimy tak warzyć złocistego napoju?
Wracamy znów przez zieloną granicę. A właściwie przez czarną, bo to już noc i w lesie nie widać nic. W dodatku deszcz zamienił szlaki w strumyki. Przemoczeni docieramy do schroniska. A następnego dnia rano... ekhm... przed południem znów wyruszamy w deszczu. Czerwonym szlakiem przyjaźni polsko - czeskiej. Po drodze lunch w czeskim schronisku "Ilonka"... nie, przepraszam, "Jelenka". Znów płacimy złotówkami, a jak wychodzimy, już właściwie nie pada. Na Śnieżkę wchodzimy w słońcu. I w tłumie niedzielnych turystów. Czas na obiad! Niestety, w polskiej knajpce zbyt fastfoodowo, a w czeskiej tym razem przyjmują tylko korony.

KPN przesłuchuje

Wkurzeni idziemy się posilić do "Domu Śląskiego", w stronę Przełęczy pod Śnieżką. Drożej niż u Czechów. W dodatku sprzedają piwo, a każą płacić za toaletę. Nieładnie. Humor poprawia mi ankieterka KPN-u, czyli Karkonoskiego Parku Narodowego, która umila nam obiad, egzaminując nas z wiedzy o tych górach.
Na noc schodzimy do "Samotni", na sam dół Kotła Małego Stawu. Urocze schronisko w przepięknym miejscu. Początek nocy spędzamy na zewnątrz, podziwiając rozgwieżdżone niebo i wypatrując spadających Perseid. Romantyczny nastrój psuje tylko piekielne zimno, leżymy więc okutani w polarki, goreteksy i śpiwory "komfort minus piętnaście". Ale nie żałujemy, bo widok niebotycznych, skalnych ścian dookoła jeziorka kojarzy nam się ze scenami z "Władcy Pierścieni".
Rankiem powracamy na karkonoską grań i jednocześnie na czerwony szlak przyjaźni z Czechami. Mamy słońce i idealną widoczność - bez trudu dostrzegamy odległy zbiornik "Sosnówka". Przez dłuższy czas podziwiamy z góry Kocioł Małego, a następnie Wielkiego Stawu.
Na obiad docieramy na Przełęcz Karkonoską. Dwanaście lat temu zatrzymaliśmy się w polskim schronisku "Odrodzenie". Teraz jesteśmy już jednak w Unii Europejskiej i o granicy przypominają nam głównie bardziej śmieszne niż straszne tablice ostrzegawcze. Kierujemy się więc do czeskiego hotelu górskiego "Splinderova Bouda". Hotel wypasiony na maksa - w widoczny sposób nastawiony na zimowych turystów z deskami. Ale ceny w luksusowej restauracji przystępne, a kelnerzy mili. Przyjemna chwila oddechu po trudach górskiej wędrówki.

Źródło Łaby

Po obiedzie głosowanie, czy zostajemy na deser. Demokracja zdecydowała, że słodkie jemy w położonym nieopodal schronisku "Petrova Bouda". Niech żyją grog i boruvkovy pohar! Wracamy na szlak. Mijamy kilka malowniczych skałek i docieramy nad Śnieżne Kotły - malowniczą przepaść, na dnie której widnieje kilka malutkich jeziorek. Przez dłuższą chwilę sycimy wzrok. A potem mijamy wieżę TV, rozdroże z drogowskazem do źródeł Łaby (pramen Labe), po czym dochodzimy do turystycznego przejścia granicznego. Przegłosowujemy, że nocujemy w czeskim schronisku "Vosecka Bouda". Niestety, drzwi hostelu pozamykane są na cztery spusty, choć przez okna widać, że w środku życie wre. A tablica na ścianie informuje, że schronisko jest czynne do 17.00. Rzeczy dziwne, ciekawe... Kończy się tym, że uciekamy przed ulewą na szczyt Szrenicy i nocujemy w tamtejszym, polskim schronisku.
W świetlicy jest telewizor, a w telewizji Kaczyński. Fuj. Na szczęście za chwilę stary film Kolskiego - "Kogel mogel". Boski. Noc zimna, a rano okna z okiennicy wyrywa wyjątkowo silny wiatr. A o szyby łomocze ulewa. Czekamy aż pogoda nieco się poprawi i już przy znacznie slabszym deszczu schodzimy do Szklarskiej Poręby. Po drodze kolega zatrzymuje na stopa dżipa goprowców. Trochę kręcą nosami, ale w końcu zabierają na pokład dwie nasze koleżanki i wszystkie plecaki. Bez obciążenia schodzi się znacznie łatwiej.
Na dole pada nadal, ale w mieście nam już deszcz niestraszny. Czekając na PKS, raczymy się słodkim w miejscowej cukierni. A niedługo potem odnajdujemy w Jeleniej nasze auto, całe i zdrowe. Wyjeżdżając nim z gór, jednocześnie witamy słońce.

GOPR bierze na stopa

szą chwilę sycimy wzrok. A potem mijamy wieżę TV, rozdroże z drogowskazem do źródeł Łaby (pramen Labe), po czym dochodzimy do turystycznego przejścia granicznego. Przegłosowujemy, że nocujemy w czeskim schronisku "Vosecka Bouda". Niestety, drzwi hostelu pozamykane są na cztery spusty, choć przez okna widać, że w środku życie wre. A tablica na ścianie informuje, że schronisko jest czynne do 17.00. Rzeczy dziwne, ciekawe. Kończy się tym, że uciekamy przed ulewą na szczyt Szrenicy i nocujemy w tamtejszym, polskim schronisku.
W świetlicy jest telewizor, a w telewizji Kaczor. Fuj. Na szczęście za chwilę stary film Kolskiego - "Kogel mogel". Boski. Noc zimna, a rano okna z okiennicy wyrywa wyjątkowo silny wiatr. A o szyby łomocze ulewa. Czekamy aż pogoda nieco się poprawi i już przy znacznie slabszym deszczu schodzimy do Szklarskiej Poręby. Po drodze kolega zatrzymuje na stopa dżipa goprowców. Trochę kręcą nosami, ale w końcu zabierają na pokład dwie nasze koleżanki i wszystkie plecaki. Bez obciążenia schodzi się znacznie łatwiej.
Na dole pada nadal, ale w mieście nam już deszcz niestraszny. Czekając na PKS, raczymy się słodkim w miejscowej cukierni. A niedługo potem odnajdujemy w Jeleniej nasze auto, całe i zdrowe. Wyjeżdżając nim z gór, jednocześnie witamy słońce.
Renifer

Nieco oddalony od centrum Szklarskiej Poręby pensjonat , widać z zewnątrz,
że oddany do użytku niedawno. Podjazd autem nie sprawia problemu, parking
całkowicie zaspokajający potrzeby klienta. Na pierwszy rzut oka po wejściu
wiedziałem już, że nie trafiłem źle. Kafelki na podłodze wypucowane mimo
"chlapy na dworze" aż lśniło, zapach na poziomie hotelu conajmniej 3gwiazdkowego.
W pierwszym kontakcie Recepcja funkcjonalna, obsługa widać że doświadczona,
taktowna, wyczuwa zagubienie się klienta w nowym miejscu,
sprawnie nawiązuje kontakt. Nie rzuca się od razu do portfela,
pozwala klientowi na spokojnie "posmakowac" swojej marki bez zobowiązań.
Pokój standardu jak w hotelach trzygwiazdkowych,
ciepło, pościel czysta, meble nieponiszczone, widać że niewiele
używane, okna plastikowe, czyste. Łazienka ładna, kabinka porządna, lepszej klasy.
Aż się zdziwiłem, że w tej cenie i jeszcze ze śniadaniem.
Po rozpakowaniu się zeszliśmy na obiadokolację. Jadalnia spora, w ładnym stylu,
sztućce nie wyginające się solidne, widać że zastawa nowa.
Pierwszy posiłek oceniłem na dobry. Dwa dania, cena odpowiednia z nawet lekkim
przesytem na korzyść klienta. Po obiadokolacji mała wizyta przy barku.
Ładne pomieszczenie, plazma, bilard, barek malutki, ale dobrze zaopatrzony.
Pierwszy nocleg spokojny, ogólna ocena za pierwszy dzień bardzo dobry.
Już na pierwszy dzień uzgodniliśmy z żoną, że przedłużamy pobyt z dwóch dni na 6dni.
Śniadanie bardzo dobre, szwedzki stół, świeże pieczywo, rózne dania, jajecznica,
kiełbaski, wędlina, dżemik, herbatka, kawa, soczek, zupełnie jak na trzy gwiazdeczki.
Dni poleciały szybko, bo co dobre szybko się kończy w międzyczasie wyszła niestety
jedna dość spora wada tego obiektu. Akustyka pomieszczeń pozostawia troszkę do
życzenia, chyba że ktoś uwielbia słuchać jak sąsiad z pokoju obok czyta synkowi
bajki na dobranoc. Jest to zdecydowanie minus, jednak po zsumowaniu wszystkiego
oceniam pensjonat w skali od 1-10 na 9. Uważam iż jako jeden z młodszych pensjonatów
w Szklarskiej Porębie ma przed sobą świetlaną przyszłość. Generalnie jestem
wymagającym klientem, dlatego często wybieram droższe noclegownie. Nie spotkałem się
z rozczerowaniem, wręcz przeciwnie, zaskoczyło mnie to, że zapłaciłem tak niewiele
za tak wiele, w Gdańsku za takie coś "skroili by mnie" dwa razy tyle.

Co ciekawego widziałem, co moim zdaniem warto zobaczyć:

Warto zobaczyć wodospad Kamieńczyk - koniecznie z dołu, zejść schodkami, nawet jeśli trzeba
włożyć śmieszny kask i zapłacić parę złociszy za tę przyjemność. Wrażenie niesamowite, bezcenne.

Warto wjechać na Szrenicę wyciągiem II sekcją. Widok przepiękny, cena za taki wjazd jest
"rzeźnicka" moim zdaniem (70zł dwie osoby w dwie strony), jednak w tym wypadku wiem za co zapłaciłem.
Jest tam przepięknie na górze, nie do opisania.

Warto pospacerować ulicą 1maja i Jedności Narodowej, w zimę wieczorem jest tam wyjątkowo
nastrojowo. Kameralnie, ślicznie oświetlone, jak w bajce

Warto zamówić pizzę z Domino lub Diavolo kiedy nic Ci się nie chce. Smaczne, niedrogo,
bardzo dobra Lasagne w Diavolo, dość szybko przywieźli.

Warto spróbować nart na Puchatku, bałem się strasznie pierwszego zjazdu i tu muszę pozdrowić
Pana Jurka, który w godzinę nauczył mnie podstaw i przegonił mnie ostrym slalomem po całej
I sekcji. Pan Jurek miał 67 lat a na nartach dawał ognia niesamowicie. Warto spytać o Pana
Jurka jeśli chcesz skróconego kursu - bezlitośnie ale naprawdę bezpiecznie i miło.

Warto zajrzeć do Restauracji "Zapiecek" niedaleko Puchatka. Półmisek mięs podbił zdecydowanie
moje serce.

Czego wolałbym nie widzieć:

-Kilka sklepów z pamiątkami oferuje pamiątki ze Szklarskiej, szkoda tylko że Made in China
-Rachunku od zdolnego Pana z osobowego TAXI, który przewiózł nas z dworca PKS pod Kamieńczyk za bagatela
30zł na 3ciej taryfie. On i jego licznik to mistrze świata byli nieobliczalni, niezła z nich gwardia )))
I na dodatek bez paragonu ! no no no! Kiedyś ktoś się tam pewnie wreszcie wkurzy i ich wykurzy ))
-Kawy w Chacie Ducha Gór - miejsce piękne, ale kawę musiałem zagryżć lodami )

Co mnie kusiło ale nie miałem okazji skorzystać/ocenić.

-Zdecydowanie Orchidea. Była tak przepięknie oświetlona, że prawie wciągało mnie do środka.
-Kuligi oferowane przez jedną z firm w Szklarskiej
-Sztolnie w Kowarach
-Hotel Bornit****, zabłądziliśmy pod Bornit szukając ulicy Chopina, nie wygląda z zewnątrz tak ładnie jak na zdjęciach
ale w środku faktycznie zanosi się na **** , cena nawet ciekawa bliska ceny *** - co dziwne.

Inne atrakcje blisko Szklarskiej (zaliczone)

-Skalne Miasto w ADRSpach/Czechy, wpisz w google i sprawdz co to takiego, bylem tam dosłownie na 40minut w zimie,
wrażenia niesamowite, mimo tego że to kawałek drogi ze Szklarskiej - warto wyskoczyć, po prostu bajka.

To w sumie chyba wszystko. Jak jeszcze coś ciekawego przyjdzie mi do głowy to dopiszę.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich !
Piotr M. - Gdańsk

>